KOWALA MAP 04 02 2011


Idź do treści

BITWA 1863 r.

HISTORIA


22 sierpnia 2010 roku, po rozpoczynającej festyn mszy świętej o godz. 13:00, zgromadzeni na rozległym placu mieszkańcy i goście mogli oglądać widowiskową rekonstrukcję bitwy z 1863 roku. Rocznica bitwy z Rosjanami, która rozegrała się tu 21 sierpnia 1863 roku, miała ogromny wpływ na dalsze dzieje Kowali, stała się też doskonałą okazją do przybliżenia jej przebiegu. W inscenizacji wzięło udział osiem grup rekonstrukcyjnych z kraju.

* * *

Bitwa pod Kowalą (21 sierpnia 1863 r.)

  • Dramatycznie zapisało się w tych stronach powstanie styczniowe. Pamiątką krwawych wydarzeń pozostaje zbiorowa mogiła powstańcza w Krogulczy Mokrej. Na skromnym pomniku nagrobnym, wzniesionym w 57 rocznicę wydarzeń staraniem 8 pułku piechoty z Kielc, znajduje się napis: Bohaterom walki o wolność i ojczyzną poległym w bitwie pod Kowalą dnia 21 sierpnia 1863 r. Bój w Kowali Stępocinie stoczyło zgrupowanie powstańcze złożone z partii Władysława Eminowicza i partii Kajetana Cieszkowskiego (Ćwieka) z Lubelskiego. Traktowane łącznie obie partie były poważną, liczącą 1000-1200 ludzi, siłą, stosunkowo dobrze uzbrojonym i złożonym w zasadzie z doświadczonego żołnierza oddziałem. Jego słabością był brak jednolitego dowództwa, gdyż obie partie, choć występowały razem, zespolone braterstwem wspólnie przelanej krwi, działały z odrębnym dowództwem. Do wspólnego działania obu tych partii doprowadził Władysław Eminowicz pełniący wówczas obowiązki naczelnika wojskowego województwa sandomierskiego. Partię Eminowicza tworzyły dwie wcześniej samodzielne partie dowodzone przez dawnych oficerów Czachowskiego. Poważniejszą był oddział kapitana Jana Rudowskiego, byłego junkra wojsk rosyjskich, który tworzyło 180 strzelców, 100 kosynierów dowodzonych przez kapitana Sztoka, byłego oficera wojsk włoskich, i 50 konnych strzelców. Drugi oddział majora Piotra Dolińskiego, ze szkoły genueńskiej, tworzyła prawdopodobnie kompania strzelców dowodzona przez Bronisława Gromejkę, byłego junkra wojsk rosyjskich, kompania kosynierów z dowodzącym Ksawerym Marcinkowskim i pluton jazdy porucznika Zawadzkiego. Razem partia Dolińskiego liczyła około 200 ludzi. Miała też armatkę wykonaną z rury wodociągowej. Łącznie zgrupowanie Eminowicza liczyło przeszło 500 oficerów i żołnierzy. Szefem sztabu był prawdopodobnie Doliński, adiutantem - Henryk Rusiecki, lekarzem dr Grzybowski, kapelanem M. Płeszyński. Partia Kajetana Cieszkowskiego, bogatego ziemianina z Lubelskiego, utworzona dość późno, skupiała licznych rozbitków z innych oddziałów lubelskich, kadrę głównie z zagranicy. Oddział był jednolicie umundurowany i uzbrojony w nowoczesną broń: piechota, która dzieliła się na strzelców i żuawów - w belgijskie sztucery z bagnetami, jazda - w szable, karabinki i 6-strzałowe rewolwery. Powstańcy zatrzymali się w Kowali na wypoczynek w południe 21 sierpnia, biwakując w zabudowaniach dworskich i we wsi. Przyjęci bardzo gościnnie przez właścicielkę majątku - Klementynę Deskur, współpracującą zresztą z powstańczą organizacją cywilną, czuli się bezpiecznie, gdyż nie spodziewali się szybkiej akcji wojsk rosyjskich z Radomia. Oficerowie zebrali się we dworze, gdzie po obiedzie w beztroskiej atmosferze bawiono się i tańczono. Powstańców zaatakowały z marszu ścigające ich od Iłży wojska rosyjskie wysłane wcześniej z Radomia dla zwalczania buntu. Siłami ekspedycji, którą tworzyły 3 roty piechoty i szwadron dragonów, dowodził major Tichockij. Atak przypuszczony ok. godz. 19.00 na zaskoczonych powstańców przyniósł Rosjanom powodzenie. Zajęli dwór i prawie całą wieś. Powstańcy po nieskoordynowanej obronie opuścili wieś, wycofując się pod pobliski las. Na skraju wsi pozostała jednak kompania strzelców najpewniej kapitana Aleksandra Macharskiego, która związana walką z atakującymi Rosjanami, nie zdążyła się od nich oderwać i, aż do drugiej fazy bitwy w Kowali, otoczona, broniła się w kilku zagrodach, absorbując siły napastnika. W tym czasie niezaatakowane główne siły powstańcze uporządkowały szeregi, sformowały 3 grupy uderzeniowe - Eminowicz w środki, Rudowski na prawym skrzydle, Ćwiek na lewym i zaatakowały wroga w palonej wsi. Poszli jak burza kosynierzy Sztoka, strzelcy Gromejki, żuawi Ćwieka prowadzeni przez majora Murdelio. Rozkosz było patrzeć - wspominał po latach adiutant Eminowicza - jak szli na bagnety, w których blask pożaru odbijał krwawe refleksy, na paręset kroków przed wsią bagnety pochyliły się i z gromkim: jeszcze Polska nie zginęła! - kolumna runęła pędem. Atakujący przyjęli ogień rosyjski. Padł wśród innych por. Zaręba. Ale i żołnierze rosyjscy, świetnie widoczni na tle ognia i płomieni palonej wsi, byli stosunkowo dostępnym celem. Powstańcy wdarli się do wsi, zwarli się z wrogiem na bagnety, kolby i kosy, walcząc wśród blasku płomieni, dymu i żaru palących się zabudowań. Zaatakował także resztą sił kapitan Macharski. Piechota rosyjska śpiesznie wycofała się ze wsi. Tichockij rzucił jeszcze do walki dragonów, ale, kiedy i ta szarża zakończyła się dużymi stratami, Rosjanie, pozostawiając zabitych i rannych, cofnęli się do Radomia. Powstańcy zostali panami placu boju i ruin dopalającej się wsi. W czasie pierwszej fazy bitwy większość mieszkańców opuściła swoje zagrody, ale pozostałych i całą wieś spacyfikowali zwycięzcy. Według raportu wójta gminy Kowala, sporządzonego 22 sierpnia a więc bezpośrednio po wydarzeniach, Rosjanie ... pomimo błagań miejscowych spokojnych mieszkańców, nie mających żadnego udziału z powstańcami, rozszedłszy się po wsi podpalali budynki... W czasie pożaru tego 3 osób utraciło życie, a 1 dziewczyna doletnia została postrzelona kulą w nogę. Włościanka Magdalena Strzecha spaliła się żywcem, zmarł skłuty bagnetami przez sołdatów karczmarz Jan Kalinowski, o trzeciej ofierze brak danych. Spłonęły zabudowania dworskie (owczarnia, piwnice, spichlerz, 2 stodoły, szopa, 2 obory, kurnik, stajnia i czworaki) razem ze zbożem, inwentarzem żywym, ruchomościami i sprzętami dworskimi. To samo spotkało zabudowania gospodarcze plebanii (chlewy, stajnia, 2 stodoły, wozownia) razem ze zbożem, ruchomościami i sprzętem gospodarskim proboszcza ks. Stanisława Fijałkowskiego. Sołdaci spalili także 12 zagród włościańskich: Błażeja Janczyka, Jana Grzyba, Wojciecha Kąckiego, Andrzeja Woźniaka, Jana Podrygały, Pawła Głogowskiego, Piotra Grudnia i Józefa Grzyba oraz 4 dworskich po Józefie Zawadzkim, Kazimierzu Balcerze, Konstantym Lipińskim i użytkowanej przez Wojciecha Woźniaka. Łącznie spłonęło 7 chłopskich domów mieszkalnych, 7 obór, 8 stodół i dwa domy z oborami.


  • W następstwie pożaru 38 rodzin pozostało bez dachu nad głową i środków do życia. W ten sposób Kowala, jak żadna wieś w Królestwie, została tragicznie spacyfikowana. Powstańcy nie mogąc nic zmienić w nieszczęściu, zebrali swoich rannych i zabitych i opuścili wieś, kierując się generalnie na Przytyk i w zamiarze, prawdopodobnie - na Nowe Miasto. W ciągu nocy osiągnęli szosę Radom -- Szydłowiec. Zgrupowanie pociągnęło do Krogulczy Mokrej, ale jazdę Ćwieka dowódcy skierowali w kierunku Radomia. Oddział starł się z kozakami w rejonie cmentarza ewangelickiego, dotarł też demonstracyjnie na przedmieście. Był to jedyny przypadek obecności oddziału powstańczego w Radomiu. Tymczasem główna kolumna powstańcza dotarła do wsi i dworu w Krogulczy Mokrej. We dworze urządzono prowizoryczny szpitalik dla 28 ciężko rannych, a za wsią, przy polnej drodze prowadzącej do szosy, powstańcy pochowali swoich 15 poległych towarzyszy. Nieopodal mogiły powstańców pochowano także, zmarłego w drodze, zabranego przez pomyłkę z placu boju rannego żołnierza rosyjskiego. Powstańcy opuścili Krogulczę w południe 22 sierpnia i przez Guzów, Chronów i Mniszek udali się do Wiru, gdzie następnego dnia zgrupowanie Eminowicza przestało istnieć rozbite i w części rozproszone. Oddział kapitana Jana Rudowskiego nie uległ rozsypce, działał jeszcze przez kilka miesięcy. 20 lutego 1864 r. pod Orońskiem otoczył oddział moskiewski, ale kilkudziesięciu jeńców po stosownej przemowie ... wypuścił na wolność. Powstańcy pochowani w Krogulczy w zbiorowej mogile pozostali bezimienni. Nie podał ich nazwisk Eminowicz w raporcie; nie zapisał, bo był to pochówek powstańczy, proboszcz z Kowali; zapomnieli współtowarzysze; nie znała ludność miejscowa. W powstałym wkrótce po powstaniu opracowaniu historycznym Zygmunt Kolumna wymienił jednego z poległych. Był nim Seweryn Jurkowski z Warszawy, lat 21, oficer u Eminowicza. Ale mogiła nie była zapomniana i anonimowa. Głęboki szacunek i zbiorową cześć dla bezimiennych bohaterów wyrażał drewniany krzyż, który wkrótce po tych wydarzeniach, mimo represji, pojawił się na mogile i towarzyszy pochowanym do dziś. Jeśli w Krogulczy powstańcy pochowali wszystkich swoich poległych w Kowali, to jednak lista strat miała się jeszcze boleśnie wydłużyć. Z 28 ciężko rannych leczonych w Krogulczy kilkunastu nie udało się uratować.


  • 23 sierpnia zmarł Piotr Górski z Bronowie i drugi ranny, którego nazwiska nie ustalono, 25 sierpnia - Antoni Markiewicz, lat 23, kamieniarz z Warszawy, 26 sierpnia - Jan Pytlak z Lipska, 29 sierpnia - Ksawery Marcinkowski z Lublina, lat 25, 30 sierpnia - Antoni Nowakowski, lat 27, 5 września - Wojciech Nowakowski, lat 21, 6 września - Stanisław Iwanowski z Warszawy, lat 20, 7 września - Wojciech Drochacz ze Staszowa, lat 21, 8 września - Teodor Sulikowski z Warszawy, lat 20, 16 września - Julian Łuwa z Bychowca, 18 września - Konstanty Burdziński, krawiec z Rawy, lat 23 i Antoni Żuczkowski z Nadołek. 20 września we dworze w Guzowie przebywało jeszcze 4 rannych z Kowali. Ich dalsze losy są nieznane.


  • A jak wobec tych wypadków i powstania zachowała się okolica? Zarówno wspomnienia Jadwigi Prendowskiej, jedno z najważniejszych źródeł do czasów powstania w Radomskiem, jak i akta rosyjskie pełnego obrazu nie dają i dać nie mogą. Prendowska opisuje sprawy i ludzi, z którymi osobiście się stykała, akta carskie dotyczą spraw ujawnionych. Między nimi pozostaje duży obszar ludzkich losów, zachowań, rozterek, motywów działań lub biernej postawy, wypadków oficjalnie nie opisanych, przechowywanych, co najwyżej, w tradycji rodzinnej, rzadziej w zbiorowej pamięci środowiska lub okolicy, a najczęściej zapomnianych, zadeptanych przez upływający czas i naszą historię. Wypadki w Kowali ujawniły rolę i nastawienie miejscowych wobec powstania.


  • O właścicielce majątku - Klementynie Deskurowej wiadomo, że nie tylko sprzyjała ruchowi, ale aktywnie działała w powstańczej organizacji cywilnej. Była, choćby dla parafialnej okolicy, budującym przykładem zaangażowania i ofiarności patriotycznej. Pełniła obowiązki kurierskie dla M. Langiewicza, zastępowała i wspierała ks. S. Fijałkowskiego w jego zadaniach obywatelskich, czy też po prostu wypełniała powinności wobec funkcjonującego wówczas państwa podziemnego. Z kolei u ks. S. Fijałkowskiego, prałata i proboszcza w Kowali, mieściła się, na życzenie M. Langiewicza. stacja poczty narodowej. Aktywny szczególnie w początkowej fazie powstania. Wygłaszał w kościele w Radomiu kazania lud podburzające, prowadzące wiernych do śpiewania po kościołach radomskich pieśni nieprzychylnych dla rządu. Już wówczas władze groziły mu odesłaniem do instytutu zdrożnych księży na Łysej Góry lub do jednej z forte. Pod koniec 1861 roku zredagował projekt uchwały duchowieństwa diecezji sandomierskiej, przyjętej w czasie tajnego zgromadzenia księży w Świętomarzy 29 października 1862 r., o uznaniu programu ,,czerwonych” jako podstawowego dla oczekiwanego zbawienia ojczyzny i podporządkowaniu się Komitetowi Centralnemu uznanemu za najwyższą władzę narodową. Ale w czasie walk powstańczych osłabił aktywność, może nie wierzył w ich skuteczność i sens krwawych ofiar. J. Prendowska surowo go za to oceniła: Zdolny człowiek, wiele obiecywał, a nic nie spełnił, niemniej był wywieziony, na wygnaniu umarł. W styczniu 1864r. postanowieniem rosyjskich władz wojskowych został administracyjnie wysłany w głąb Rosji do miejscowości Mezeń w guberni archangielskiej. Pisał stamtąd 16 września 1865 r. do bpa J.M. Juszyńskiego: Mezeń nad Białym Morzem. Dopóki z łaski rządu wsparcie w ilości 6 r. miesięcznie pobierałem, milczałem; teraz zaś, kiedy i tą skromną odebrano gażą, uciekam się do uczuć Ojca, prosząc Go o memento przy ofierze Mszy św. i o kęs czarnego chleba. Zmarł na wygnaniu. W organizacji spiskowej działał także Michał Przychodzki, rejent i dziedzic Rudy Wielkiej. Z jego majątku co najmniej 4 ludzi ze służby dworskiej poszło na początku powstania do oddziału Langiewicza. Wspierał powstańców dobrowolnymi ofiarami pieniężnymi i dostawami żywności. Jak wielu innych był represjonowany i zesłany na Sybir. Nie wrócił już do kraju, zmarł z wyczerpania w 1867 r. w czasie drogi powrotnej. Właściciel Krogulczy - Michał Przychodzki prowadził szpital dla rannych powstańców po bitwie w Kowali. Szpital zajmował pewnie dużo miejsca, a dwór w tej wsi był niewielki. Pomijając więc sprawę niedogodności dla domowników, utrzymanie i pielęgnowanie rannych było ciężarem ponad możliwości tego majątku. Zapewne Krogulczę wspierały dwory okoliczne, zaopatrując rannych w żywność, szarpie, lekarstwa, pościel, ubrania, pieniądze i pewnie, co również ważne - bezpośrednią opiekę pielęgniarską. Okazuje się też, że rannych z Krogulczy Mokrej, przejmowały dla kuracji inne dwory. W każdym razie... na folwarku Guzów w gminie tutejszej -jak raportował 20 września 1863 r. naczelnikowi wojennemu powiatu radomskiego wójt gminy Orońsko - znajdowało się 4-ech mocno ranionych powstańców . .. z liczby ranionych spod Kowali a złożonych we dworze Krogulcza Mokra. Tak więc i dwór w Orońsku miał jakiś udział w powstaniu. Amelia Pruszak, ówczesna dziedziczka Guzowa i Chronówka a wraz z matką także dóbr orońskich, opiekowała się rannymi powstańcami. Leczenie ich w Guzowie jest pewne, być może dla tego celu wykorzystywano także drugi peryferyjnie, położony folwark w Chronówku. Natomiast bezpośrednio w Orońsku rannych chyba nie było. Wieś, leżąc na ważnym szlaku komunikacyjnym ze stacją pocztową, była pod stałym nadzorem sił okupacyjnych. Natomiast syn Amelii - Aleksander Pruszak, w 1863 r. 26-letni mężczyzna, miał być - jak chce tradycja rodzinna - zamieszany w wypadki powstańcze, wręcz brał udział w powstaniu styczniowym, jak twierdził wnuk Aleksandra - Maciej Pruszak. W zasadzie nie mogło być inaczej. Syn oficera, powstańca 1830r .- Konstaniego wychowany w tradycji patriotycznej, nie mógł być obojętny na nowy zryw rodaków. Nie wiadomo jednak czym się powstaniu zasłużył. J. Prendowska widziała Pruszaka w końcu czerwca 1863 r., kiedy w Orońsku przejeżdżał na koniu obok kolumny rosyjskiego wojska i prowadzonych więźniów. Wówczas - pisała - ze współczuciem popatrzył i przysłał nam obfite śniadanie. Pewnie było tych działań więcej, jeśli później musiał uchodzić przed represjami do rodziny w Galicji. Wrócił stamtąd, z poślubioną młodą żoną, dopiero po amnestii uzyskanej w czerwcu 1867 r. w wyniku starań generałowej Christiani bezpośrednio i osobiście u Namiestnika Królestwa. Wkrótce zresztą, podobno na skutek przejść w powstaniu, umarł młodo. Najmniej wiemy o stosunku chłopów Orońska i okolicy do powstania. Prawdopodobnie odnosili się do niego zupełnie obojętnie. W dokumentach rosyjskich brak jakiegokolwiek śladu ich obecności w powstaniu. Co prawda raport wójta gminy Mirów z 24 stycznia 1863 r. mówił o buntowniczych nastrojach chłopów z Woli Lipienieckiej. ale ich niezadowolenie kierowało się przeciwko jednostkom i formom miejscowego ucisku: dworom, plebanii i urzędnikom, zaś do powstania pewnie nie poszli.


  • Po bitwie powstał we wsi pomnik wzniesiony przez Rosjan z napisem po rosyjsku „Pamiatnik radiowomu 12 roty 26 piechotnego Mogilewskiego połka Prokopiu Smirnowu ubitemu w dielie pri dierewni Kowala 8 awgusta 1863 godu” (różnica dat wynika z różnic kalendarza polskiego i rosyjskiego). Pomnik został zapewne po 1915 r. zniszczony.


Historia pomnika powstańców w Kowali

  • W przekazach mieszkańców wsi przez wiele lat przetrwała pamięć o bezimiennych bohaterach powstania styczniowego, którzy pozostawili swoje domy, rodziny i poszli walczyć o Polskę. Wieś się odbudowała ze zniszczeń, a na grobie powstańców mieszkańcy postawili drewniany dębowy krzyż. Stawiali go kilkakrotnie, gdyż władze zaborcze niszczyły ten symbol polskiej niezłomnej woli walki o Ojczyznę. Po odzyskaniu niepodległości krzyż stał nadal, ale zacierały się w pamięci ludzkiej wydarzenia 1863 roku i o mogile powstańczej pamiętali już tylko najstarsi mieszkańcy wsi.
  • Dopiero w latach 80-tych pojawiła się idea upamiętnienia wydarzeń z 1863roku. Jej inicjatorami i pomysłodawcami byli państwo Emilia i Stanisław Warchołowie oraz Stanisław Dujka. Dzięki nim powstał Obywatelski Komitet budowy pomnika upamiętniającego bohaterstwo powstańców styczniowych, którzy zginęli w bitwie pod Kowalą. W jego skład weszli ówczesny Naczelnik Gminy Kowala – Tadeusz Osiński, Dyrektor Szkoły Podstawowej w Kowali – Mieczysław Cichowlas, zastępca dyrektora Łucja Byzdra, Urszula Sus, Stanisław Dujka, Stanisław i Emilia Warchołowie. Patronat honorowy objął ks. kanonik Józef Nita – ówczesny proboszcz. Opracowano projekt postumentu i przystąpiono do prac, o czym zawiadomiono Wojewódzki Komitet Ochrony Pomników Wolności i Pamięci w piśmie z dnia 2 sierpnia 1989r.


  • Uroczyste odsłonięcie i poświecenie pomnika, poprzedzone Mszą Św., miało miejsce we wrześniu 1989 roku. Na pomniku umieszczono napis: „Tu spoczywają bohaterowie powstańcy polegli w bitwie o naszą wolność w 1863 roku. Cześć ich pamięci!”


  • Opiekę nad tym miejscem pamięci sprawują nauczyciele i uczniowie Szkoły Podstawowej im Janusza Korczaka w Kowali.




Home Page | Mapa Gminy Kowala | MAPY INNE | HISTORIA | PRZYRODA | GADGETS | Mapa witryny


Podmenu:


Powrót do treści | Wróć do menu głównego